notes on drawing & homes (the JOURNEY)

Drawing practice enables a strange connection with my family and all these people before me. When I draw conifer trees, I see conifer trees, which my grandmother used to draw for me with pencil or ball-pen when I was a child. She used to draw on tiny, thin sheets of paper taken from work - back side of some office forms. This paper was quite transparent, so the letters were still visible on the blank side.
I unconsciously move my hand in the same way as my grandmother when I draw conifer trees, even if the final shape looks different.

Recently I discovered conifer trees, which my great-grandmother had painted with watercolor. The paper she used was transparent, so there was reflection of the painting on the back side, more interesting than the original painting. When I draw with markers or felt-pens, paper is usually too thin, so reflection appears again.

Drawing practice also teaches respect. It always takes more time than is expected and the result is impossible to control, at least for me. But still, next day, next blank page.
I don’t feel it is me who is drawing, maybe I am doing something, moving my hand, but it is the picture who appears by itself, so the process seems more like scratching, digging out something hidden. It is a job of an archaeologist.
When I draw a person who is sitting in front of me – this unique melting emotion appears, absent in any other situation. Maybe this is a different type of contact. It is difficult to fly away in that moment, it’s too powerful. So - stay awake.

Maybe this underestimated function of mimesis – trying to copy shape and colors, this attempt to achieve similarity – is actually a desire to make a real contact, to touch reality. A proof that I am really looking at something, as if I wanted to reach something/someone with a pencil. And I literally touch paper with a pencil.
And then - drawing process let us see from distance.
How bipolar!

I quit this city life, white Kiki's attic (from this Miyazaki’s movie). I don’t rent anything now.
Homeless/ homefull.
Homefull of different places/homes/ to stay, to live, to draw. People to draw.

Without steady job, there is not much money, so it’s a good opportunity to practice ‘use what you get’ mantra, use what is already there – all the color pencils I got from different people, all the feltpens and watercolors I’ve had for years. Without good digital equipment – it has to be analogue.
Maybe owning is really just an illusion – using seems more real.

This is the best possible world right now – to stay at the lake most of the time, go to the forest every day, be alone and be with my family, learn how to look, how to see, how to draw, illustrate and make picturebooks, cook plants for people. Draw philosophy with people, eat nettles, dandelion leaves, wild peaches in summer and forest mushrooms in winter.

It is already happening. Very simple.
Yesterday I touched a tree at the beach and it was warm.

I don’t know what will happen next. What else is possible?
This is a way to check possibilities, this Journey.

Maybe it’s enough? I will see how less is enough. And I will trust the next step.


Rysowanie uruchamia przedziwne związki z moją rodziną i tymi wszystkimi osobami przede mną. Gdy rysuję choinki, widzę choinki, które rysowała moja babcia, gdy byłam mała – jasnym ołówkiem albo długopisem, na spodzie formularzy z urzędu wielkości kartek pocztowych. Formularze były z cienkiego papieru, więc litery prześwitywały na tę czystą stronę do rysowania. Niedawno zorientowałam się, że rysuję choinki w ten sam sposób, co babcia – wykonuję ten sam ruch, chociaż kształt wychodzi inny.
Ostatnio znalazłam choinki namalowane przez moją prababcię akwarelami. Papier był przezroczysty, więc prześwitują na drugą stronę i to odbicie jest ciekawsze niż oryginalny obraz. Gdy rysuję flamastrami i markerami, zazwyczaj papier jest zbyt cienki i rysunki prześwitują na drugą stronę.

Rysowanie wymaga ogromnej pokory, uczy pokory. Zawsze zabiera więcej czasu, niż się oczekiwało, a efektu nie da się do końca kontrolować. Ale mimo tego, kolejny dzień, kolejna czysta kartka.
Tak jakbym to nie ja rysowała – niby wykonuję jakąś pracę, ruch ręki, ale to rysunek wyłania się, jakbym go odkopywała, zdrapywała jakąś warstwę folii. To praca archeologiczna.

Gdy rysuję osobę, która siedzi przede mną, to pojawia się uczucie dziwnego wzruszenia, nieobecne w żadnej innej sytuacji. Może to jest jakiś inny rodzaj kontaktu. Nie da się odpłynąć, bo to zbyt silne. No więc jest się tu.

Może ta niedoceniania funkcja -mimesis, to odwzorowywanie kształtu i koloru, tak naprawdę jest dążeniem do nawiązania prawdziwego kontaktu, dotknięcia rzeczywistości? Jakiś dowód na to, że naprawdę patrzę, widzę? Tak jakbym chciała dosięgnąć czegoś lub kogoś tą kredką. I naprawdę dotykam kredką papieru.
Z drugiej strony – rysowanie daje dystans. Dwubiegunowe.

Opuściłam tamto życie w mieście, biały strych Kiki (z tej animacji Miyazakiego). Nic nie wynajmuję, jestem bez domu i w jakiś sposób nagle pojawia się tyle domów, w których można być, mieszkać, które można rysować, tylu ludzi do rysowania.
Bez tamtej stałej pracy nie ma za dużo pieniędzy, więc to dobra okazja do trenowania tej mantry „użyj tego, co jest”, wszystkich kredek, które dostałam w prezencie, flamastrów i farb, które czekają. Bez dobrego komputera – to musi być analogowe.
Może posiadanie rzeczywiście jest iluzją – używanie wydaje się bardziej realne.

To jest teraz najlepszy z możliwych światów – przez większość czasu być tu, nad jeziorem, codziennie chodzić do lasu, być samej i być z rodziną, uczyć się patrzeć, widzieć, rysować, ilustrować i robić książki obrazkowe, gotować rośliny dla ludzi. Rysować filozofię z ludźmi, jeść pokrzywy, liście mniszka, grzyby z lasu i dzikie brzoskwinie.

To się już dzieje. Wszystko jest bardzo proste.
Wczoraj drzewo na plaży było ciepłe.

Nie wiem, co jeszcze się wydarzy. Co jeszcze jest możliwe? Cała ta PODRÓŻ to sprawdzanie możliwości.

Może to wystarczy? Może nie trzeba nic więcej.


Italy is my teacher

This blog was sleeping for a long time, but I was not sleeping. I will keep the blog awake from now.
All the drawings from this post were made with colour pencils/ feltpens in Italy.

Only when I draw, I can really see. It's possible to build a visual narrative with phone camera, tell a story about what is happening, but somehow drawing is different – it's not instant. It takes time. You have to look, sit in one place for some time, you can't make it faster. This time is visible, evident in a drawing. In a color pencil or felt-pen picture every line is visible, every move of the drawing hand. The one who sees the drawing imagines the process, how long did it take?

How to look? how to see? how to smell?
How to let go?
Every year I go to Italy to draw.

I have a favorite cafeteria on via Marsala. Every year, the same young barman prepares soy milk cappuccino for me. I imagine that for the whole year he wakes up every morning, goes to the cafe, raises the blinds, and then listens to the music and makes coffee for people. He smiles when he sees my drawing.

When I sit on the streets and draw, people come to talk with me.
An old woman touches my arm telling me she is a poet, like me (!).
Another time on via dei Oreffici a tall man gives me his original drawing made on that day (there is a date) and leaves without a word. I follow him and give him my postcard in exchange. He writes an email the next day and wishes 'buona giornata'.
Everyone wishes me 'buona giornata' – the woman at a bakery where I buy a bread roll every morning, the girl who hosts me and doesn't come home for nights, the old lady who shows me the way to Giardini Margherita. I can see they really mean it.

And then I'm waiting for a train to Fidenza at the Stazione Centrale. I'm drawing people waiting for a train, there are a lot of children playing around, not siblings, not knowing each other. They want to see my sketchbook. Few minutes later I see they're all drawing. How did they get the tools, the paper, pencils?

A shop assistant asks me about my nationality, I tell him about the exhibition and he promises to go to see my illustrations.
In a small grocery store there is no processed food, no global logos, only local, italian food: coffee, pasta, tomato sauce, olive oil, fresh vegetables (artichokes, garlic, tomatoes, fennel) and fruits, local sourdough bread, meat and cheese. The owner makes a sandwich for a man standing in the line. They do not rush. They talk about yesterday.
In the evening I enter a bar to eat dinner and the barman eats dinner with his family. He stands up when he notice me, but I don't dare to interrupt and decide to wait for them to finish. 
Sunday morning I sit on the Piazza della Liberta. The only sound is the wind and a single plastic cup rolling around the square. I can see the mountains between the buildings, the old city center is situated on a hill.

I take part in the exhibition called 'Maisons perdues' and I'm afraid of letting go of my 'home'.  


Ten blog spał przez długi czas, ale ja nie spałam. Utrzymam go na jawie przez jakiś czas. 
Wszystkie rysunki z tego posta zostały narysowane we Włoszech, kredkami i flamastrami.

Dopiero gdy rysuję, widzę naprawdę. Zdjęciami z telefonu można opowiedzieć o tym, co się wydarza, zbudować narrację wizualną, ale w jakiś sposób rysowanie jest inne, nienatychmiastowe. Trwa w inny sposób. Trzeba długo patrzeć, siedzieć w jednym miejscu, nie da się przyspieszyć. W rysunku kredkami ten czas jest widoczny, każdy ruch ręki zapisany w każdej kresce. Osoba, która widzi rysunek, wyobraża sobie proces, wyobraża sobie, ile czasu zajęło narysowanie.

Rysowanie jest jak mówienie w obcym języku, jak tworzenie teorii, budowanie narracji. Dotykanie rzeczywistości. Wyzwanie za każdym razem.

Jak patrzeć? Jak widzieć? Jak odpuszczać?
Co roku jeżdżę do Włoch rysować.

Mam ulubioną kawiarnię na via Marsala. Każdego roku ten sam młody barman przygotowuje dla mnie sojowe cappuccino. Wyobrażam sobie, że przez cały rok wstaje codziennie rano, idzie do kawiarni, podnosi rolety, żeby przez kilka godzin słuchać muzyki i robić kawę.

Gdy siedzę na ławce i rysuję, ludzie podchodzą do mnie. Kobieta dotyka mojego ramienia i mówi, że też (!) jest poetką. 
Innego dnia, na via dei Oreffici wysoki mężczyzna wręcza mi swój szkic narysowany tego samego dnia (jest data) i odchodzi. Idę za nim, daję mu w zamian swoją pocztówkę, następnego dnia dostaję mail z życzeniami: „buona giornata”.
Wszyscy życzą mi „buona giorata” - pani z piekarni, w której kupuję bułkę codziennie rano, dziewczyna, u której nocuję, a która nigdy nie wraca na noc do domu, starsza pani, która wskazuje mi drogę do Giardini Margherita. Naprawdę mi tego życzą.

A potem czekam na pociąg do Fidenzy na Stazione Centrale. Rysuję czekających ludzi, dzieci biegają dookoła, nie są rodzeństwem, nie znają się. Chcą zobaczyć mój rysunek. Po chwili podnoszę głowę i widzę, że wszystkie dzieci rysują. Skąd wzięły kartki, ołówki, kredki?

Sprzedawca pyta mnie skąd jestem, mówię mu o wystawie, a on obiecuje pójść zobaczyć moje ilustracje.

W małym sklepie spożywczym jest tylko włoskie jedzenie: makaron, świeże warzywa (karczochy, pomidory, czosnek, fenkuły) i owoce, sos pomidorowy, oliwa z oliwek, regionalne pieczywo na piwnym zakwasie, sery i szynki. Wlaściciel robi kanapkę dla mężczyzny, który stoi przede mną w kolejce. Rozmawiają o wczorajszym dniu, nie spieszą się.

W niedzielę rano siedzę na Piazza della Liberta. Jedyny dźwięk to wiatr turlający plastikowy kubek. Biorę udział w wystawie „Maisons perdues” i boję się zostawić mój „dom”.


new picturebook - An empty plate at a table

Dear people,
these two months were so amazing, I can't really believe it is happening, I feel so grateful.

The whole year 2016 was one of the most important years in my life, I published two picturebooks - my debut in October and...
in December there was a premiere of a picturebook 'AN EMPTY PLATE AT A TABLE', which is a result of the collaboration of six female artists (including ME!) and Dom Słów (the House of Words) in Lublin with tutoring/guiding of my favorite picturebook authors (!) - Iwona Chmielewska and Joanna Concejo.
The story behind the project is really amazing, so I will share it with you.

It started in summer 2016 as kind of artistic residency, I spent almost a month in Lublin with other five selected girls. The project's main purpose was to make a picturebook about migration and refugees.
Besides the hard work, we attended wonderful workshops with Iwona, Joanna, a great poet Justyna Bargielska and an academic specialist in picturebooks - Magdalena Sikorska. We had meetings with immigrants as well, who shared their stories with us...

Other five co-authors: Małgosia Mauko Korczak, Dasha Voronina, Joanna Lewandowska, Karolina Przybylska Jeske and Marta Tomiak became my good friends during the process. We were living together, eating together, drawing together.. and finally made six different stories which show our different perspectives on the issue. I made a story about two swallows - migrant birds who wanted to make a nest at my family's balcony when I was a child (for real).

Making a book about refugee problem wasn't an easy job, but I believe it is one of the most important issues right now, especially in Europe. The purpose of our book wasn't to educate anyone or giving answers, we just tried to take a closer look at all the fears and anxiety which stand behind it.
Even the place itself was amazing - I fell in love with Lublin, with the House of Words and it's workers (thank you Alina!), they were such a help! The project was sponsored by the Ministry of Culture and Heritage in Poland.
Thank you!

The drawing at the cover was made by Joanna Concejo, our guiding teacher.
the book can be ordered from Dom Słów.
here you can see more illustrations from the book and read more about the process (only in Polish).

Below are photos of the cover, a glimpse at one page of my part of the book and of my illustrations, my drawing process and a photo from the premiere day (the last two taken by Dom Słów)

Ten rok był niesamowity, a dwa ostatnie miesiące przerosły moje wszelkie oczekiwania. Jestem bardzo szczęśliwa i wdzięczna, ale trochę nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Nie dość że w listopadzie w księgarniach pojawiła się moja pierwsza książka obrazkowa, to w grudniu miała miejsce premiera książki "PUSTE MIEJSCE PRZY STOLE", której jestem współautorką, razem z Małgosią Mauko KorczakDashą VoroninaJoanną Lewandowska, Karoliną Przybylska Jeske i Martą Tomiak..

Książka jest efektem "Pracowni książki nieobojętnej" stworzonej przez Dom Słów w Lublinie, do którego zostałam wybrana jeszcze latem. Projekt dotyczy tematu migracji i uchodźców, a naszymi opiekunkami artystycznymi były moje dwie ulubione autorki książek obrazkowych: Iwona Chmielewska i Joanna Concejo (!!!).
tutaj można zobaczyć więcej fragmentów książki i poczytać więcej o samym procesie.

Pobyt w Lublinie i doświadczenie tworzenia tej książki był bezcenny.
Nie mam SŁÓW, żeby wyrazić swoją wdzięczność dla Domu SŁÓW (w szczególności naszej koordynatorki Aliny Bąk), dla wszystkich uczestniczek i naszych przewodniczek.

Joanna Concejo narysowała nam rysunek na okładce.

Książkę można zamówić przed Dom Słów, ale egzemplarzy jest niewiele..!
Poniżej zdjęcie okładki, jednej strony z mojej części książki, jednej mojej ilustracji, oraz dwa zdjęcia z Domu Słów (zrobione przez nich)- mnie rysującej i jedno z premiery.


my picturebook!

I'm extremely happy to announce that my debut picturebook has been published and is available in bookshops in Poland and online.. and there will be book signing meeting at the Book Fair in Cracow next Saturday (29.10.) at 1 p.m.!
I've been waiting my whole life for something like this and I'm very, very grateful.

Moja książka obrazkowa "Wytwórnik Filozoficzny" w końcu się ukazała i jest już dostępna w księgarniach internetowych i stacjonarnych w Polsce. 
Zapraszam wszystkich na podpisywanie książki w następną sobotę 29 października o 13:00 na Targach Ksiązki w Krakowie na stoisku A27 (wydawnictwo Wytwórnia).
Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa i wdzięczna, czekałam całe życie na coś takiego.



I haven't scanned anything for months, but I've been drawing a lot this year.

I decided to make a long sketchbook post today and show everything exactly the same way it looks in one of my sketchbooks - with all the reflections from permanent markers.
sometimes the reflection doesn't really match the picture, but sometimes it does. colour pencil drawings obviously don't have reflections.

when I show this sketchbook to children, sometimes they really think it's a BOOK (printed!) and they try to understand the story inside it.
it's really interesting how our minds look for a story (and find it!) in something only because it has a form of a 'book'.
that's why I decided to post it like this, even if I'm not happy with the result of every drawing.
most of the drawings I made for pleasure or experimenting. sometimes they belong to the project "Home" which I described in the previous post.

this is not everything I've drawn since the last post, but everything I've drawn in this sketchbook (without the beggining which I've already posted earlier).
I've scanned the second sketchbook today as well, but it's too much for one day.

making this post may be something like an experiment about my recent ideas of 'book'.

about the other news -I'm waiting for my book to be published ('Philosophy maker/ workbook') and I've started working on new one..
I can't believe I have this life I've dreamt of!


nie skanowałam nic od miesięcy, a rysowałam w tym roku dość dużo.
postanowiłam dzisiaj pokazać tu jeden ze szkicowników dokładnie w taki sposób, jak wygląda na żywo - ze wszystkimi odbiciami powstałymi od markerów.
czasem odbicie nie bardzo pasuje do rysunku, ale czasem pasuje w jakiś dziwny sposób.
rysunki kredkami oczywiście nie mają odbić.

gdy pokazuję ten szkicownik dzieciom, wiele z nich myśli, że to jest książka (wydrukowana!) i próbują zrozumieć, jaką ma historię.

to jest dla mnie jakiś rodzaj dowodu na to, że umysł szuka (i znajduje!) fabułę w czymś tylko dlatego, że to coś ma formę książki.
dlatego postanowiłam pokazać to właśnie w ten sposób, mimo że nie z każdego rysunku jestem zadowolona. większość z nich rysowałam tylko dla przyjemności lub eksperymentowania.

to nie jest wszystko, co rysowałam w tym roku, ale wszystko z tego szkicownika (bez początku, który już wcześniej pokazywałam).
Zeskanowałam też dzisiaj drugi szkicownik, ale starczy na dzisiaj;)
niech ta notka będzie pewnego rodzaju ekseprymentem powiązanym z moimi ostatnimi przemyśleniami na temat idei "książki".

poza tym czekam na wydanie książki ("Wytwórnika filozoficznego") i pracuję nad nową książką!
Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę jest moje życie.


HOME - new drawing diary project/ / DOM - nowy projekt

sometimes it's good to go somewhere and stay there for a while, actually I feel the best when I'm not at 'my place'.
I love this traveling feeling, that's why I travel so often - even if sometimes this 'traveling' means staying in different places in the same city and taking care of cats.
while doing this, everything is new and sharp and senses get focused. we don't care about not important things like plans, past events or our own thoughts.
I also love the other aspects of traveling - cooking in different kitchens for the people I stay with, wearing the same clothes all the time and 'having' only one small bag, it's a minimalist's ideal.
Being on the road helps to realise how little we need.

I fantasize about not having 'my own' place at all and just stay in the moment.
maybe it is already happening - I've been traveling more and more recently and the idea of 'my place' has started to vanish completely - every place feels like home and is 'mine' and not 'mine' somehow.
I move so often that it's difficult to say which place is 'mine'.
I try to get this traveling feeling when I'm at the apartment I'm renting at the moment, but it's not easy.
we get distracted very easily.
I feel that owning is just an illusion and it's only a thought - using seems more real.

I'll try to draw every place I stay, or people I stay with - it will be my new drawing diary project - to take a look at the idea of 'home'. This will be my practice of keeping this 'traveling mind' all the time. that's why I'll draw the place I rent as well - to remind myself that there is no difference - what is 'mine' and 'not mine' is just an idea.
I've been doing it for a long time of course- but now I want to make a project of it.

this is the first one - one of my favorite 'homes' which I stay at few times a year.

[if you want to invite me to stay with you and be a part of this project - I'll be very glad :) ]
najlepiej czuję się, gdy nie jestem u 'siebie' - dlatego tak często wyjeżdżam, nawet jeśli oznacza to opiekę nad kotami w tym samym mieście. mam fantazje o nieposiadaniu stałego miejsca, o życiu w ciągłej podróży.
w drodze wyostrzają się zmysły, zwracamy uwagę na to, co dzieje się teraz, zamiast zajmować się nieważnymi sprawami takimi jak plany na przyszłość, wydarzenia z przeszłości, czy własne myśli.
Uwielbiam też inne aspekty wyjazdów - gotowanie w 'nie swojej' kuchni dla ludzi, u których zostaję, chodzenie ciągle w tych samych ubraniach i 'posiadanie tylko' jednej małej torby - to minimalistyczny ideał.
W podróży zawsze przekonujemy się, jak niewiele nam potrzeba.

już od dłuższego czasu ogromną część roku spędzam poza 'domem', często się przeprowadzam i każde miejsce, w którym przebywam, staje się 'domem'. wszędzie czuję się u siebie, a idea 'mojego miejsca' kompletnie się rozmywa.
Czuję, że posiadanie jest iluzją, używanie jest chyba bardziej realne.
Mimo tego nie jest łatwo utrzymać ten podróżny umysł na co dzień - bardzo łatwo się przyzwyczaić i stracić ostrość widzenia.

Spróbuję rysować miejsca, do których będę jeździć i ludzi, u których będę 'mieszkać'. Oczywiście robiłam to do tej pory, ale chcę zrobić z tego projekt rysunkowy, który pomoże mi utrzymać ten 'podróżny umysł' - dlatego będę też rysować mieszkanie, które wynajmuję - żeby przypominać sobie, że idea 'mojego miejsca' jest w myślach i wszędzie jestem u siebie i nie u siebie, wszędzie można zachować tę ostrość postrzegania i lekkość bycia w drodze.

oto pierwszy rysunek - jedno z moich ulubionych miejsc, w których spędzam czas kilka razy w roku.

[jeśli chcesz być częścią projektu i zaprosić mnie do siebie - będę bardzo szczęśliwa!:)]


rysowanie filozofii

Pod koniec 2015 roku skończyłam projekt o nazwie Rysowanie Filozofii,
zrealizowany w ramach stypendium Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

W ramach projektu stworzyłam książkę obrazkową, która teraz czeka na wydanie,
dlatego na razie nie będę ujawniać szczegółów..
to był naprawdę wspaniały rok!


At the end of last year I finished my second picturebook as a part of the project
sponsored by the Ministry of Culture and Heritage of Poland. The book is
waiting for being published, so I won't reveal any details yet.

It was a really wonderful year!